Anna Piechowska

dziennikarz, fotograf, pilot wycieczek

 
31 January 2013
 

Niespodziewana, niezwykła czy niestrawna?

Jedni zachwalają pod niebiosa, inni palą w ogniu krytyki. Nie bez przesady mogę powiedzieć, że najnowsza produkcja Petera Jacksona „Hobbit. An Unexpected Journey” była najbardziej oczekiwanym przeze mnie filmem minionego roku. Była rozczarowaniem czy spełniła moje oczekiwania? 

Nie bez przyczyny użyłam angielskiego tytułu produkcji. Prawie zawsze drażnią mnie zmodyfikowane polskie tłumaczenia zagranicznych filmów, np. „Into the Wild” jako „Wszystko za życie”. Polscy tłumacze mają niezwykły „talent” do niekorzystnego modyfikowania oryginalnych tytułów. Nie inaczej jest z Hobbitem.

Dla nieznających języka angielskiego: unexpected to „niespodziewany”, „nieoczekiwany”, czasami „nieprzewidziany” lub “nagły”. Natomiast niezwykła/y to extraordinary lub unusual. Można stwierdzić, że się niesamowicie czepiam, ale zamiana słowa „nieoczekiwana” na „niezwykła” spłaszcza całkowicie polski wydźwięk tytułu.

Podróż Bilbo Bagginsa jest niebezpieczna, niespodziewana, nietypowa, ale ciągle mieszcząca się w granicach wyzwań Śródziemia, dlatego też określenie „niezwykła” jest przymiotnikiem zbyt słabym.

 

ThorinBIG

Podstawą dobrego filmu jest niebanalny i interesujący scenariusz.  Do Hobbita współtworzyły go aż cztery osoby: Fran Walsh (żona reżysera), Philippa Boyens, Guillermo del Toro oraz sam Peter Jackson. Trio   Fran, Philippa i Peter pracowało razem pisząc scenariusze do Władcy Pierścieni. Przy Hobbicie dołączył do nich Guillermo, znany przeze mnie z Labiryntu Fauna oraz Hellboy’a.

W mojej opinii udało się im stworzyć coś nietuzinkowego i prawdziwie bajkowego.  Bardzo zgrabnie połączyli wątki Hobbita z dodatkiem do trzeciej części Władcy Pierścieni. Dla tych, którym twórczość Tolkiena jest raczej obojętna – z dodatku pochodzi postać Azoga. Tym, co bardzo uderza, jest wierność Tolkienowi, której przykładem jest  spotkanie w domu Bilba.

Jednocześnie wprowadzone zostały poważne modyfikacje – Bilbo jest nieuprzejmy i aż do zakończenia spotkania z krasnoludami twierdzi, że nie wyruszy na wyprawę. Thorin przybywa do domu pod Pagórkiem później niż jego kompania (w książce zjawia się razem z częścią kompanii), a sama opowieść o Ereborze ma miejsce na początku filmu (w Hobbicie Tolkiena – w czasie spotkania), gdy stary już Bilbo pisze swoją powieść.

Uważam też, że należy pozytywnie ocenić wprowadzenie nowych wątków, niezwiązanych z powieścią i dodatkiem do Władcy – pojawienie się, a przede wszystkim rozszerzenie wątku dotyczącego Radagasta, pościg Orków za krasnoludami, w wyniku którego trafiają do Rivendell, dokładny przebieg Białej Rady, pojedynek Azoga i Thorina w końcowej części filmu. Szczególnie ten ostatni wątek był niezwykle potrzebny, wręcz niezbędny. Czekając na Hobbita, przez długi czas zastanawiałam się, w którym momencie Jackson przerwie fabułę pierwszej części filmu i ciężko mi było znaleźć jakikolwiek tak dynamiczny i kulminacyjny moment w środku książki, w którym można by przerwać przygodę na potrzeby kinowego hitu. I doczekałam się rozwiązania interesującego oraz satysfakcjonującego, jak też zmieniającego rolę Bilba w drużynie.

CDN.

Najnowsze galerie: