Anna Piechowska

dziennikarz, fotograf, pilot wycieczek

 
14 February 2013
 

Niespodziewana, niezwykła czy niestrawna – część 5

Moje rozważania dotyczące Hobbita dobiegają końca. Dziękuję wam za cierpliwość w czytaniu kolejnych części recenzji i zapraszam na kilka ostatnich słów: o napisach i sprawie najważniejszej w moim odczuciu – reżyserii.

Ością w gardle stoi mi sprawa polskich napisów. Kto zna język angielski, ten wie, o czym mówię. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć jak można przetłumaczyć pieśń Misty Mountains nie tak, jak krasnoludy ją śpiewają, a zgodnie z polskim tłumaczeniem Hobbita. A reszta najkrócej mówiąc jest milczeniem…

source: Hobbit Movie

source: Hobbit Movie

Jeśli natomiast mówimy o reżyserii – Peter Jackson po raz kolejny udowodnił, jak bliska jest mu tematyka tolkienowska. Bardzo cieszy mnie to, że sukcesy filmowe oraz inne produkcje nie zmąciły mu pamięci i pamiętał o zgodności ze światem wykreowanym przez profesora Cambridge nawet w takich szczegółach jak zachowania orków czy krasnoludów. Warto także zwrócić uwagę na to, że Jackson nie zapomniał o „smaczkach” dla koneserów, nawiązujących do poprzednich filmów o Śródziemiu: Gandalf znowu uderza głową w kandelabr w domu Bilba, szepce ciche wezwania motylom, natomiast tytułowy hobbit łapie pierścień w taki sam sposób, w jaki Frodo szereg lat później.

Peterowi nie można także odmówić talentu, jeśli chodzi o realizację filmów o odwadze, poświęceniu i przemianach. Hobbit, w założeniu Tolkiena, to opowieść dla dzieci na dobranoc. Jackson jednak potrafił przemienić bajkę w kolejny epos, tak podobny, a jednocześnie różny od Władcy Pierścieni.

Zadziwia mnie także to, z jaką dokładnością reżyser prowadzi widza wraz z kompanią od wioski hobbitów aż do Dzikich Krain. Właściwie można powiedzieć, że trzyma go za rękę. Nie śpieszy się, nie pomijaja żadnego szczegółu w historii, com jak przypomnę, powodowało pewien brak dynamiki na początku historii, a jednak wydaje się być tak niezbędne i konieczne. Dzięki temu razem z krasoludami, czarodziejem i Bilbem zanurzamy się w Śródziemiu i porzucamy nasze miejsce w kinie.

Jestem także pod wrażeniem tego, jak Jackson potrafi manipulować, lub też może komenderować, uczuciami widza. Śmiejemy się tam, gdzie chce, boimy się, gdy sobie tego życzy, wzruszamy się tam, gdzie każe, mimo że  niektóre sceny mogą ocierać się o kicz. Jasno tłumaczy każde wydarzenie, nie zostawiając miejsca na domysły (może to być zarówno zaleta, jak i zarzut).

source: Hobbit Movie

source: Hobbit Movie

Muszę też wspomnieć o mistrzowskiej scenie, jaką według mnie jest moment, gdy niewidzialny Bilbo przykłada mieczyk do szyi Golluma, by go zabić. W chwili, gdy pojedyncza łza spływa po twarzy stwora, w uszach przebrzmiewają słowa szarego czarodzieja o odwadze do odebrania i zachowania życia.

Kończę tę recenzję, wiedząc, że film pozostawił we mnie pewien niedosyt. Było dobrze, nawet bardzo, ale jeszcze nie wspaniale i idealne. Mam jednak nadzieję na to, że każda kolejna część Hobbita, wzorem  Władcy Pierścieni będzie lepsza od poprzedniej, dlatego też myślę, że to co widziałam w kinie, to dopiero preludium. Byle do kolejnej premiery, byle bez 48HFR.

Najnowsze galerie: