Anna Piechowska

dziennikarz, fotograf, pilot wycieczek

 
15 March 2013
 

Nasz Franciszek, swój człowiek

Mam wrażenie, że do „Kościoła” nagle przyszła wiosna, mimo że za moim krakowskim oknem ciągle sypie śnieg. Powiedziałabym wręcz, że jest tak radośnie, iż mam ochotę podskakiwać. Sprawy nierozwiązane od miesięcy nagle ruszają lub znajdują swój finał. I jakoś tak uparcie tkwi mnie przekonanie, że ma to swój związek z Duchem św. i wyborem Franciszka na papieża.

Święty Franciszek z Asyżu od dawna jest moim ulubionym świętym. Swoją sympatię do niego zawdzięczam franciszkanom czarnym, z którymi nie raz, a cztery razy dreptałam na Jasną Górę. Dzięki ich naukom wiele dowiedziałam się o duchowości Franciszka, jego podejściu do życia, miłości do stworzenia, umiłowania ubogich i skrzywdzonych, ubóstwie i życiorysie. W żadnym wypadku nie przeszkadza mi to, nadal krzyczeć: robal!!! na widok biednego insekta, ale też bardzo ucieszyłam się na wiadomość o imieniu, jakie przybrał kardynał Jorge Bergoglio wstępując na Stolicę Piotrową.

Niesamowicie też uradował mnie wybór konklawe. Z zapartym tchem śledziłam prezentację naszego Franciszka. Mówię „naszego” nie bez przyczyny. Od pierwszego momentu, gdy zobaczyłam papieża poczułam, że to jest “swój” człowiek, kapłan, ojciec, który rozumie problemy Kościoła i zwykłego człowieka. Nie miałam oczywiście dowodu na to, że tak jest, niemniej jednak zwykłam ufać swojej kobiecej intuicji. Zdecydowanie urzekła mnie skromność i prostota Franciszka, gotowość służby zawarta w jego słowach i spokój malujący się na Jego twarzy, wręcz pewna nieśmiałość, skupienie, modlitwa z ludem zebranym na Placu św. Piotra i pochylenie się nad nim. Nie bez znaczenia jest dla mnie także fakt, że Franciszek jest zakonnikiem, jezuitą. Mam same dobre doświadczenia związane z kapłanami – Ojcami. Niech się księża diecezjalni na mnie nie obrażą, ale uważam, że zakonnicy (ogólnie, nie deprecjonuję wybitnie uzdolnionych księży) lepiej przystosowani są do pracy duszpasterskiej, znacznie skuteczniej potrafią odnaleźć drogę do serca ludzkiego i zrozumieć jego osobę, być może biedę, ciężar życia, wyrzeczenia dnia codziennego.

Śledziłam też zawzięcie wszelkie doniesienia medialne dotyczące naszego nowego papieża. Bla, bla, pitu, pitu, ważna informacja – cykl ten powtarzał się bez końca. Bla, bla, pitu, pitu, ważna informacja dotycząca naszego Franciszka. I faktycznie intuicja mnie nie myliła. Z szumu informacyjnego wyłania się obraz człowieka miłującego Boga i bliźniego, pracującego z ubogimi, potrafiącego głosić krótkie, ale celnie sformułowane homilie (w nawiązaniu do pierwszego kazania), lubiącego prostotę, sprzeciwiającego się biedzie ludzkiej, jak też mającego poczucie humoru. Wizualnie natomiast urzekło mnie zdjęcie papieża siedzącego z kardynałami w autobusie. Nic nowego, wszystko to zostało już powiedziane, ale właśnie “to”  znajduje drogę do mojego serca.

Muszę też powiedzieć, że mam duże pragnienia związane z nadchodzącym pontyfikatem. I naprawdę mam nadzieję, że Franciszek okaże się reformatorem na miarę swojego patrona. Nie mówię tutaj oczywiście o aborcji, eutanazji i tym podobnych tematach, które w Kościele nigdy nie będą podlegać dyskusji (gdyż stoi On na straży życia). Pozycją numer jeden na mojej liście życzeń wobec naszego papieża jest zbliżenie Ewangelii do człowieka oraz księży do ludzi, jak też walka o godność poniżonych, jakkolwiek ogólnie to nie brzmi, pod tymi stwierdzeniami kryje się ogrom pracy, myślenia, uczuć, troski. Do moich pragnień należą też: uwspółcześnienie kazań, reforma nauczania w seminariach, pochylenie się nad smutkiem człowieka i zrozumienie dla jego problemów, biedy. Niby tylko tyle i aż tyle. Nasz Franciszku drogi, od dzisiaj modlę się o strumienie Ducha św. dla Ciebie :).

Najnowsze galerie: